poniedziałek, 23 sierpnia 2010

2010-08-21 Koszalin, Amfiteatr, Generacja 2010

Sobota 21 sierpnia 2010 roku drugi dzień festiwalu Rockowego Generacja. Pierwszy dzień przebiegł pod szyldem konkursu z którego jury wyłoniło zwycięzcę - zespół Calm Hatchery ze Słupska.  


Około godziny 18 nad Koszalin zaczęły nadciągać czarne chmury i nic w tym dziwnego skoro na deskach amfiteatru o godzinie 20 miał wystąpić Vader [mieli też grać w 95 lub 97 ale koncert się nie odbył] i Napalm Death oraz zwycięzca przeglądu z dnia wcześniejszego. Punktualnie, wojskowo dudniącym krokiem wokalisty Calm Hatchery rozpoczął się koncert. Niestety nie pozwolono zagrać ostatniego kawałka [około 1 minuty] zadedykowanego dla publiczności. Po szybkim demontażu sprzętu podłączył się Vader.  Początek koncertu rozpoczęły dźwięki z filmu Gwiezdne Wojny: Imperium Kontratakuje. Poleciały wszystkie kawałki z De Profundis [po pierwszym utworze można było wyczuć siarkę, a może ktoś papierosa odpalał od zapałek?], a potem już po kilka kawałków z innych płyt. Peter bardzo szybko złapał kontakt z koszalińską [i nie tylko] publicznością.


Peter: Koszalin jest?
Tłum: jest!!!
Peter: Słupsk jest?
Tłum: jest!!!
Peter: Szczecin jest?
Tłum: jest!!!
Peter: Reszta jest?
Tłum: jest!!!
Peter: To zajebiście


Vader grał koło 1,5 godziny. W tym czasie nie zabrakło ludzi szukających krzyża [tłum skandował: Gdzie jest krzyż?!] ;)


Po występie Vadera i dłuższej przerwie [wystarczyło by skoczyć na piwo] parę minut przed 23 na scenie pojawił się Napalm Death z 41 letnim wokalistą. Dawno Koszalin nie widział takiego koncertu.
Chciałoby się powiedzieć szybciej, głośniej, więcej o szatanie. Szybkości było w sam raz, głośniej się już nie dało [podobno było słychać koncert w całym Koszalinie], Napalmy nie śpiewają o diabłach [teksty].
Podczas występu Napalm Death zrobił się prawdziwy młyn pod sceną jakiego amfiteatr dawno nie widział.
 

W pewnym momencie na scenę wbiło się dwóch fanów ze Szczecina po chwili zeszli ze sceny w asyście paru ochroniarzy. O 23:40 pierwszy raz wysiadł prąd [mina wokalisty mówiła za cały amfiteatr: What the f*ck???], potem nastąpiło to jeszcze 2 razy. Może przez to koncert skończył się tak szybko a może na tyle czasu był przewidziany występ?
Zabrakło 15 minut grania i choćby jednego bisu na do widzenia [a nie zwijania kabli z ostatnim dźwiękiem]. 


Więcej zdjęć z koncertu: >>>Tu<<<

4 komentarze:

  1. Na Youtube jest już wiele nagrań z koncertu.

    OdpowiedzUsuń
  2. http://www.youtube.com/watch?v=K9xapzgx_eQ

    część pierwsza całej konferencji prasowej. reszta później

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj działo się, działo... Napal to legenda i dali radę.
    Było jednak za głośno. Mogło być głośniej przez jakiś czas, by całe miasto usłyszało :P ale nie przez godzinę.

    OdpowiedzUsuń